wtorek, 1 października 2013

Wzgórze Kaim i szarża na bagnety.

Wracam po kolejnej długiej przerwie, która niestety spowodowana jest pracą, przez co rzadko znajduję czas na wyprawy w celu fotografowania krakowskich ciekawostek. Dziś na szczęście się to udało, będąc w pracy, w drodze do Tarnowa zahaczyłem o południowe przedmieścia Krakowa, a konkretnie na położoną po zewnętrznej stronie pierścienia autostradowego peryferyjną część Starego Bieżanowa. Odwiedziłem położone na wysokości 262 m. n.p.m Wzgórze Kaim, leżące na pograniczu Krakowa i Wieliczki.

Wzgórze obecnie nie wyróżnia się niczym szczególnym, po za pomnikiem postawionym tu w 1915 roku, w pierwszą rocznicę wydarzeń, których to wzgórze było świadkiem.

Pod koniec roku 1914, gdy Europa pogrążona była w tzw. "Wielkiej Wojnie", którą my obecnie znamy pod nazwą Pierwszej Wojny Światowej, do Krakowa, stolicy Wielkiego Księstwa Krakowskiego, autonomicznego obszaru wchodzącego w skład Cesarstwa Austro-Węgierskiego, dotarła ofensywa wojsk Rosyjskich, która wcześniej zajęła większą część Galicji razem z Lwowem i Przemyślem zmierzała w kierunku Pruskiego Śląska. Rosjanie, po fali wcześniejszych sukcesów natrafili w końcu na Twierdzę Kraków, czyli zbudowane przez Austriaków potężne pierścienie fortów obronnych okalających Kraków, stanowiących jedną z najsilniejszych twierdz ówczesnej Europy. Już sama świadomość konieczności szturmowania tak potężnej twierdzy była paraliżująca i wpływała na obniżenie morale wojsk rosyjskich pod dowództwem Platona Aleksiejewicza Leciczkiego. Z drugiej jednak strony wojska rosyjskie były podbudowane pasmem wcześniejszych zwycięstw, podczas gdy armia austriacka od dłuższego czasu tylko się cofała. Najpierw 16 listopada 1914 roku Austriacy przypuścili kontratak na podchodzące od północy wojska rosyjskie. Choć poniesione straty były duże, Rosjanie zaniechali ataku od tej strony i po zajęciu Wieliczki spróbowali zdobycia miasta od strony południowo-wschodniej.
Atak rozpoczął się 5 grudnia 1914 po uprzednim ostrzelaniu pozycji austriackich przez rosyjską artylerię.
Rosjanie przypuścili atak na wzgórze Kaim, będąc pod ostrzałem austriackiej artylerii, a konkretnie haubic 150 mm. położonych w nieodległych fortach artyleryjskich, jak fort Rajsko oraz z ciężkich haubic kalibru 305 mm. w które wyposażone był fort otaczający Kopiec Kościuszki, odległy od wzgórza Kaim o 11,8 km (sic!) w prostej linii. Po krwawej walce na bagnety na wzgórzu oraz niespodziewanym kontrataku wojsk austriackich, Rosjanie 6 grudnia 1914 roku, zmuszeni byli się wycofać do Wieliczki. Straty w zabitych w samym szturmie na wzgórze Kaim wynosiły 900 po stronie Austriackiej i 2000 po stronie rosyjskiej, zaś ogólnie w dwóch bitwach o Kraków poległo łącznie 60 tys. żołnierzy, w tym wielu Polaków, walczących po obu stronach konfliktu. Wzgórze Kaim stało się najbardziej na zachód wysuniętym punktem, do którego dotarły wojska rosyjskie podczas I wojny światowej. Od tej pory Rosjanie się już tylko cofali przed kontrofensywą austriacko-węgierską oraz późniejszymi ofensywami Cesarstwa Niemieckiego, by w 1917 roku, w momencie wybuchu rewolucji październikowej, linia frontu pokrywała się mniej więcej z granicami dzisiejszej Rosji, a krajów takich jak: Ukraina, Białoruś, Litwa, Łotwa oraz Estonia.

Rok, po tych wydarzeniach, a więc jeszcze w czasie I wojny światowej, został uroczyście odsłonięty pomnik, który stoi w tym miejscu aż do dziś. Niestety w miejsce to, nawet mi, jako rodowitemu Krakusowi ciężko było trafić, Mimo tablic na miejscu w językach: Polskim, Angielskim i Niemieckim, do miejsca tego nie prowadzą żadne kierunkowskazy, a jedyny trop na jaki można natrafić, to fakt, że jedna z pobliskich ulic nosi nazwę "Pod pomnikiem", choć nota bene ona akurat jest od niego oddalona.
Pomnik położony jest dokładnie na administracyjnej granicy Krakowa i Wieliczki. W stronę południową roztacza się widok na Wieliczkę, natomiast widok w kierunku Krakowa jest w większości zasłonięty przez pobliski lasek.

Następny wpis o Krakowie nie wiem kiedy się pojawi, natomiast planuję zamieścić jeden bonusowy wpis nie związany z Krakowem, ale z czymś co z Krakowa jest nieraz widoczne przy dobrej pogodzie.
A na koniec garść zdjęć.

Widok na pomnik od strony wschodniej

Królewska korona węgierska w wieńcu laurowym

Napis w języku polskim, w tle maszt w Chorągwicy

Austriacka korona cesarska

Napis w języku niemieckim

Widok w górę pomnika

Herb Habsburgów na ścianie południowej ponad niemieckim napisem

Widok na krakowski kombinat metalurgiczny

Widok na przystanek kolejowy "Wieliczka Bogucice"

Szyb główny kopalni soli w Wieliczce, ponad nim maszt w Chorągwicy

Tak mieszkają okoliczni mieszkańcy...

...a takie mają widoki :)

czwartek, 4 lipca 2013

Miasto Idealne

Wracam po bardziej długiej już absencji na swojego bloga, która spowodowana była niedostateczną ilością posiadanego przeze mnie wolnego czasu. Co najważniejsze, udało mi się obronić pracę inżynierską, w dodatku sprzyjające ostatnio warunki atmosferyczne pozwoliły mi powiększyć swoją bazę posiadanych zdjęć, których to ograniczony zasób również był przeszkodą w zamieszczaniu nowych postów. Choć do wyczerpania swoich zasobów mi jeszcze daleko, to niestety moje zdjęcia przedstawiają bardzo zróżnicowane miejsca i mało jest miejsc, które sfotografowane by były przeze mnie w sposób kompletny. Kiedyś, robiąc zdjęcia, kierowałem się przede wszystkim odpowiednim motywem do zrobienia wartościowego zdjęcia. Obecnie, prowadząc bloga, musiałem się przestawić na zupełnie inny tryb fotografowania, tak aby miejsca oraz obiekty będące przeze mnie opisywane były sfotografowane w sposób kompletny.
To sprawia, że muszę robić wiele zdjęć na nowo w celach uzupełniających.
No ale wróćmy do tematu.

W ostatnie ciepłe dni wybrałem się rowerem do Niepołomic i tamtejszej puszczy, po drodze jednak zrobiłem postój w tzw. "starej" Nowej Hucie, czyli najstarszej części najmłodszej dzielnicy Krakowa.
Najpierw kilka słów wstępu.
Otóż, jak wspominałem w jednym z wcześniejszych wpisów, Kraków znacznie się rozrósł powierzchniowo podczas okupacji niemieckiej, jednak jego wschodnie granice kończyły się już na wysokości Dąbia.
To co nastąpiło 18 stycznia 1945, co jedni nazywają "wyzwoleniem", inni zaś mówią tylko o zmianie jednej okupacji na drugą, otworzyło nowy rozdział w historii Krakowa, który podobnie jak cała Polska, znalazł się pod zwierzchnictwem "bratniego narodu radzieckiego", którego pierwszym sekretarzem był Józef Stalin.
Cokolwiek by nie mówić o tym człowieku, jedni go nienawidzą, dla innych jest bohaterem. Nie da się zakwestionować licznych zbrodni i ludobójstwa, które firmował swoim nazwiskiem, natomiast jednego nie można mu odmówić. To dzięki jego przewidywalności Związek Radziecki zdołał się przygotować na II wojnę światową, wojnę na wyczerpanie, którą rozstrzygnął przede wszystkim potencjał przemysłowy krajów w niej uczestniczących. Józef Stalin w 1931 roku na zjeździe partii stwierdził: "Jesteśmy pięćdziesiąt albo sto lat za krajami rozwiniętymi. Musimy pokonać ten dystans w ciągu dziesięciu lat. Albo to zrobimy albo nas zniszczą". Jego słowa okazały się bardzo prorocze. W roku którym to powiedział w Republice Weimarskiej NSDAP jeszcze się nie liczyło, zaś militarna siła Niemiec niemal nie istniała. Natomiast dokładnie 10 lat później stojąca u szczytu potęgi hitlerowska III Rzesza najechała ZSRR rozpoczynając Operację Barbarossa. Przez te 10 lat, z nieliczącego się rolniczego kraju Stalin uczynił przemysłową potęgę. To właśnie opuszczające non-stop zauralskie fabryki słynne T-34 (jeszcze we wczesnej wersji z działem 76 mm) oraz Amerykańska pomoc w ramach programu Lend-Leasse przechyliły szalę wojny na korzyść ZSRR w momencie gdy Niemcy oblegali Leningrad, stali pod Moskwą i zajęli niemal cały Stalingrad, wkraczając głęboko na terytorium ZSRR aż po Kaukaz, zajmując nawet ojczystą dla Stalina Gruzję.

Choć wojna się zakończyła w 1945, to każdy spodziewał się nowego konfliktu pomiędzy aliantami zachodnimi, a Związkiem Radzieckim. Stalinowska myśl zbrojeniowa miała swoje przełożenie także na PRL. Polska, jako państwo satelickie, również musiała zbudować silny przemysł ciężki. na lokalizację ogromnego kombinatu metalurgicznego wybrano tereny położone na wschód od ówczesnego Krakowa. Aby zapewnić jego pracownikom dom, postanowiono wybudować nowe miasto, które nazwano Nowa Huta.
Budowa rozpoczęła się w 1949 roku, który to rok też uznaje się za początek socrealizmu w Polsce.
Obecnie wiele osób narzeka na brzydkie, szare komunistyczne budownictwo, mało kto jednak zdaje sobie sprawę, że socrealizm trwał raptem 6-7 lat i skończył się w 1954-1955 roku. Niestety było to zbyt mało czasu, by zrealizować całą koncepcję "idealnego miasta", lecz jednak bardzo dużo udało się wybudować

Socrealizm jest stylem wysoce monumentalnym, stanowi on połączenie stylów takich jak: neogotyk, neobarok oraz neoklasycyzm. W przypadku Nowej Huty udało się zrealizować Plac Centralny z osiedlami: Centrum A, B, C oraz D, ciąg Alei Solidarności, a także główne wejście do kombinatu.
W pierwszej kolejności na tapetę biorę właśnie Plac Centralny im. Ronalda Reagana.
Plac stanowi centrum Nowej Huty, a także ważny węzeł przesiadkowy oraz drogowy, który jednak w żaden sposób nie da się sklasyfikować pod względem organizacji ruchu, stanowiąc bardzo unikatowy przykład skrzyżowania dróg. Sam plac ma kształt równoramiennego trapezu, zaś aleje rozchodzą się promieniście w pięciu kierunkach, przy czym bezpośrednio na południe od placu centralnego nie ma żadnych zabudowań ani drogi, za to roztaczają się tzw. "łąki nowohuckie", obszerny zielony i w dużej mierze dziki teren, który do dziś nie doczekał się realizacji żadnej z koncepcji zagospodarowania tych terenów.

Widok na Centrum A i początek Alei Solidarności

Widok w kierunku południowym na łąki nowohuckie

Centrum A widziane od południa

Pomnik Solidarności

Widok od południa na Plac Centralny, na wprost Aleja Róż

Widok na Aleję Solidarności, w tle główne wejście do Kombinatu

Centrum B oraz Centrum C, pomiędzy nimi zaczyna się Aleja Róż

Aleja Róż widziana od Placu Centralnego

Bardzo charakterystyczne portale łączące osiedla ze sobą

Aleja Róż widziana od północy

Ulica Edwarda Rydza-Śmigłego, po prawej Os. Szklane Domy.

Aleja Solidarności wychodząca z Placu Centralnego w kierunku północno-wschodnim, łączy centrum Nowej Huty z głównym wejściem do kombinatu metalurgicznego. W jej połowie kończą się zabudowania Huty, zaś po lewej strony znajduje się malowniczy Zalew Nowohucki usytuowany na rzecze Dłubni.
Na zalewie znajduje się wyspa, na niej zaś wiele unikalnych gatunków zwierząt i roślin, wyspa jednak stanowi ścisły rezerwat i jest niedostępna dla ludzi. Wokół zalewu znajduje się park, a także liczne alejki z ławkami, miejsce więc stanowi nowohucki odpowiednik bulwarów, a gdyby nie brak widoku na Wawel, to moim zdaniem mogłoby je zdecydowanie przewyższać.





Na końcu Alei Solidarności znajduje się główne wejście do kombinatu, które również stanowi doskonały przykład Socrealistycznej architektury. Choć kombinat, dawna Huta im. Lenina,  lata swojej świetności ma już dawno za sobą, to wciąż stanowi ogromny tętniący życiem organizm. Jest to olbrzymi, wyłączony z dostępu osób postronnych teren, większy zdecydowanie niż całe śródmieście Krakowa. Kombinat posiada nawet własną komunikację autobusową. Obecnie stanowi on własności koncernu Mittal Steel , którego właścicielem jest jedna z 5 najbogatszych osób na świecie.






Nowa Huta, a raczej jej stara część, wbrew powszechnej opinii stanowi bardzo komfortowe miejsce do życia.
Szerokie, dwupasmowe ulice, szerokie chodniki, wszechobecna zieleń miejska, liczne parki, stosunkowo niewysoka, dobrze rozplanowana i niegęsta zabudowa, to wszystko sprawia, że mieszkańcy mają wszystko czego potrzebują, a wiele problemów, na które cierpią mieszkańcy innych części Krakowa, jest im nieznanych, w tym przede wszystkim brak korków drogowych.
Nowa Huta jest miejscem całkowicie wystarczalnym, Plac Centralny z Aleją Róż pełnią rolę podobną do rynku głównego, Zalew Nowohucki zaś rolę bulwarów. Brakuje tylko życia nocnego, ale może jest to bardziej plus dla Nowej Huty, a sam Plac Centralny z centrum Krakowa jest świetnie skomunikowany.
We wschodniej części Nowej Huty znajduje się Przylasek Rusiecki, czyli kompleks kilkunastu jezior, gdzie większość mieszkańców Nowej Huty spędza gorące dni. Przylasek jest dla mieszkańców Huty tym, czym dla mieszkańców Krakowa ( Śródmieścia i Krowodrzy ) Kryspinów, a dla mieszkańców Podgórza są Bagry. Moim zdaniem natomiast Kryspinów do Przyalsku Rusieckiego się nie umywa.
Kiedyś może wrzucę stamtąd parę zdjęć, jak będę robił zdjęcia ciekawostek usytuowanych na wschód od Kombinatu.
To by było na tyle, jeśli chodzi o dzisiejszy wpis. Mam nadzieję, że tak rozbudowanym postem nadrobiłem trochę swoją długą nieobecność.


wtorek, 21 maja 2013

Opactwo Benedyktynów w Tyńcu

Zgodnie z zapowiedzią robię wpis i wrzucam wykonane w ostatnią, upalną niedzielę zdjęcia z krakowskiego Tyńca, choć większość zdjęć jest robiona zza Wisły, czyli z miejscowości Piekary.

Klasztor ufundowany został przez Kazimierza Odnowiciela w 1044 roku po najeździe czeskim oraz kryzysie wewnątrz państwowym, który rozpoczął się za panowania Mieszka II.
W tym czasie Tyniec znajdował się bardzo daleko od Wzgórza Wawelskiego, a sam Kraków przedlokacyjny kończył się na wysokości dzisiejszej ulicy Franciszkańskiej. Brak dróg i mostów na Wiśle powodował, że wyprawa z Krakowa do Tyńca wyglądała troszkę inaczej, niż obecna godzinna jazda malowniczą ścieżką rowerową wzdłuż Wisły.
Klasztor wybudowany został w stylu romańskim, który to styl nawet obecnie wyraźnie dominuje w klasztornej architekturze. Cały kompleks był wielokrotnie niszczony i przebudowywany, przez co dość widoczne są elementy gotyckie. Wnętrze natomiast, jak w przypadku większości krakowskich kościołów, wypełnione jest barokowym przepychem. 

Sam klasztor jest malowniczo położony na skale na zakręcie Wisły. Stanowi najdalej na zachód wysunięty punkt Krakowa. Tyniec natomiast składa się z licznych, zalesionych wzgórz, a zabudowania, typowo wiejskie, są bardzo nieliczne, w zasadzie są to dwa większe osiedla, jedno w okolicach klasztoru, drugie natomiast w środku kompleksu leśnego. Całość jest częścią Bielańsko-Tynieckiego parku krajobrazowego, który w lwiej części położony jest własnie na terenie Krakowa. 
Rejon obsługiwany jest przez linie miejskie odjeżdżające z Ronda Grunwaldzkiego, więc dojazd nie stanowi większego problemu. Dodatkowo, nie lada atrakcją jest przepłynięcie do Tyńca jednym z kursujących w ten rejon statków, lub tramwajem wodnym.
Gdy byłem w ostatnią niedzielę, udało mi się uchwycić na zdjęciach statek o dumnie brzmiącej nazwie "Nimfa", największej pasażerskiej jednostce nawodnej pływającej po Krakowie. Sam chętnie bym się kiedyś wybrał w taki rejs, kto wie, może w te wakacje ?

Moja wizyta w klasztorze zbiegła się z Zielonymi Świątkami, miałem też okazję uczestniczyć w nabożeństwie odprawianym po łacinie. Niestety, w przeciwieństwie do pustelniczego klasztoru Kamedułów na Bielanach, klasztor w Tyńcu jest mocno skomercjalizowany, czego wyrazem była zapełniona ludźmi restauracja oraz sklep zakonny, mimo święta. W klasztorze są też dostępne pokoje hotelowe, gdzie każdy może spędzić noc za uiszczeniem odpowiedniej opłaty zgodnej z cennikiem. Aczkolwiek, jakby ktoś chciał zaznać klasztornego życia i zakonnych klimatów, to musiałby jednak wybrać klasztor na Bielanach, gdzie każdy chętny może zaznać na własnej skórze zakonnego życia. Obecnie, w XXI wieku, staje się to coraz popularniejszy sposób faktycznego odpoczynku od codziennego życia, bez telefonu, facebooka, czy... blogów.

Wracając do samego klasztoru natomiast, z racji tego, że jest to miejsce kultu religijnego, zalecany jest stosowny strój, czyli w przypadku Pań wykluczone są spódniczki mini, czy bluzki bez ramiączek, zaś dla Panów zalecane są długie spodnie. Warto o tym pamiętać wybierając się do Klasztoru, niezależnie od tego czy jest się osobą wierzącą czy nie, należy uszanować zasady obowiązujące w miejscu, w którym się przebywa. Do Tyńca pewnie jeszcze kiedyś wrócę na tym blogu, bo klasztor to nie jedyne ciekawe miejsce w tym rejonie, choć zdecydowanie przyćmiewające wszystkie pozostałe.
Na koniec garść wykonanych przeze mnie fotografii.












poniedziałek, 20 maja 2013

Tramwaj do nieba

Tytułu, oczywiście tak jak i poprzednie, nie należy brać do słownie.
A czego on dotyczy ?
Obiecałem wpis dotyczący czegoś związanego z transportem.
Oto i on, ale najpierw kilka słów wstępu
Otóż za czasów PRL Kraków się bardzo szybko rozwijał i rozrastał, na jego południu powstały bardzo duże osiedla, takie jak Kozłówek, Wola Duchacka, Piaski Wielkie, czy Kurdwanów, które w latach 90-tych jeszcze dodatkowo się rozrosły, a stojące w korkach przepełnione autobusy nie radziły sobie z ich obsługą.
Postanowiono więc wybudować trasę tramwajową, a jej przebieg ustalono wzdłuż ulic Nowosądeckiej ( która została wydłużona do Wielickiej ) oraz Wincentego Witosa.
Problemem natomiast były duże różnice terenowe w tej części Krakowa, gdyż wszystkie osiedla powstały na licznych wzgórzach tzw. Pogórza Karpackiego, które zaczynając się na Wiśle ciągnie się aż po Tatry.
Z problemem postanowiono sobie poradzić w bardzo innowacyjny i unikalny w skali Polski, a nawet i Europy sposób, decydując się na wybudowanie najciekawszej pętli tramwajowej w Krakowie, czyli Kurdwanowa. Rozwiązaniem okazało się wybudowanie pętli na estakadzie.
I tak w roku 2000, po raz pierwszy od 1981 roku, czyli po prawie 20 latach zastoju, otwarto nową trasę tramwajową, która stała się pierwszym odcinkiem projektu Krakowski Szybki Tramwaj. Po uruchomieniu puszczono tam linie 6 oraz 24, a do ich obsługi zakupiono pierwsze w Krakowie nowoczesne, niskopodłogowe tramwaje produkcji Kanadyjskiej firmy Bombardier w ilości sztuk 14 ( obecnie jest ich 74 ) o numerach taborowych 2001-2014, które wprowadziły niespotykaną w naszym kraju jakość oraz standardy komunikacyjne, w tym automaty biletowe oraz wyświetlanie następnego przystanku. Tramwaje te oczywiście jeżdżą do dziś ( choć trochę przerobione ) mając prawie 14 lat, czyli jakąś 1/4 życia za sobą. Można więc powiedzieć wciąż, że są to nowe tramwaje, mimo że autobusy w tym wieku dawno są wycofywane. Ich cena oscylowała w granicach 7 mln zł za sztukę ( obecnie NGT8 jeżdżące na liniach 13 i 14 kosztowały w granicach 10 mln zł za sztukę ), co przy braku wsparcia unijnego było dużym wydatkiem dla miasta. Wróćmy natomiast do samej pętli.
Niestety, przeciętny pasażer nie ma możliwości przejechania się po estakadzie, ponieważ, przystanek dla wysiadających i wsiadających jest umiejscowiony przed pętlą, natomiast na samą pętlę tramwaje wjeżdżają puste. Pętla posiada dwa tory oraz budynek z infrastrukturą komunalną dla prowadzących tramwaje.
Podstacja trakcyjna dla całego nowego odcinka natomiast znajduje się w rejonie zakrętu przy ulicy Witosa, czyli przystanek przed pętlą. Choć na samą pętlę nie da się wejść, to widok tramwajów na wysokości 3 piętra sąsiedniego bloku robi wrażenie. Wrzucone przeze mnie zdjęcia pochodzą z 2011 roku, al niewiele straciły na aktualności. Obecnie na pętlę jeżdżą tramwaje takiej jak 50 ( 5'/10' ), 24 ( 10' ) oraz 6 ( 20' ) i tylko na pierwszej z nich jeżdżą Bombardiery, co sprawia, że obecnie wykonanie takiego zdjęcia z samymi nowymi tramwajami, może być sporo cięższe, ale nie niemożliwe, gdyż to właśnie "Szybka pięćdziesiątka" jeździ niemal co chwilę, podczas gdy pozostałe tramwaje dużo rzadziej.
Cóż więcej można się rozpisać o samej pętli, plany są takie, aby tunelem połączyć ją z trasą z Borku Fałęckiego w stronę Łagiewnik, co natomiast nie jest w żadnym stopniu priorytetem dla obecnych władz, gdyż zapotrzebowanie na takie połączenie nie jest tak duże, jak na inne trasy.

Dzisiaj, a raczej wczoraj, w ostatnią niedzielę, korzystając z pięknej pogody, wybrałem się ze znajomymi do Tyńca w celu odwiedzenia tamtejszego klasztoru, gdzie nawet miałem okazję uczestniczyć w nabożeństwie odbywającym się w języku łacińskim. To właśnie o klasztorze Benedyktynów prawdopodobnie będzie następny wpis.
Kiedy ? Czas pokaże. A tego wciąż jest jak na lekarstwo.





środa, 15 maja 2013

Via Claudia Augusta

Wracam po sporej przerwie niepisania, spowodowanej poważnym deficytem czasowym w pierwszej połowie maja.
Tytuł posta jest dość podchwytliwy. Wybrałem się dzisiaj z kumplem, w drodze do Wieliczki, żeby odwiedzić osiedle Ruszcza, "zapomniany przez Boga" rejon Krakowa położony na wschód od Kombinatu, formalnie wchodzący w skład Dzielnicy XVIII Nowa Huta, w odległości kilku kilometrów ( w tamtych rejonach taka odległość to jest nic ) od Igołomskiej, czyli głównej drogi krajowej prowadzącej w stronę Sandomierza. Co takiego ciekawego jest w tamtym rejonie, co sprawiło, że wybrałem się specjalnie na odległe, wschodnie peryferie Krakowa, żeby porobić zdjęcia ?
Niżej rozwieję wszelkie wątpliwości.

Ale najpierw wyjaśnię podchwytliwy tytuł.
Otóż Via Claudia Augusta to nic innego jak rzymska droga przechodząca przez przełęcze Alpejskie i łącząca tereny dzisiejszej Bawarii w południowych Niemczech, z rozległymi równinami Lombardii w północnych Włoszech.
Co takiego jest w Ruszczy, że wywołało u mnie takie skojarzenie ?
Otóż dwa położone niedaleko siebie osiedla są oddzielone przez nie lada przeszkodę, jaką stanowi kompleks kolejowy Nowa Huta, czyli ogromny obszar poprzecinany licznymi torami odstawczymi, na których stoją składy wiozące ładunek do i z Kombinatu.
Osiedla na tych terenach, to oczywiście pojęcie względne, bo wszystkie te osiedla od typowych wsi różni tylko to, że administracyjnie są położone na terenie miasta.

Jak zatem okoliczny mieszkańcy pokonują barierę oddzielającą tereny na południe od Dworca Nowa Huta od terenów położonych po północnej stronie ?
Odpowiedź jest prosta, łączy je najdłuższy w Krakowie tunel ( nie licząc tunelu tramwajowego ), a raczej kompleks 3 tuneli, jednego długiego i dwóch dodatkowych, krótkich.

 Wlot do tunelu od strony południowej ( od Ruszczy )

 Przejeżdżając z jednej strony torów na drugą, trzeba pokonać dwa tunele

 "Nie idź w stronę światła!" Tunel przywołuje ciekawe skojarzenia

Widać światełko w tunelu

Po północnej stronie tunelu jest położony Zakład Karny Nowa Huta, znany między innymi z tego, że to właśnie stąd na początku filmu "Vinci" wychodził niejaki Cuma. Koło zakładu karnego jest też pętla dla linii jadącej do centrum Huty. Natomiast infrastruktura przystankowa pozostawia wiele do życzenia, odbiegając od jakichkolwiek przyjętych norm i standardów, a jej widok przywołuje na myśl skojarzenia z epoką PRL.

Pętla linii 110 jadącej z Aleji Przyjaźni.
Zajeżdża tu również linia 117, która wykonuje 1 kurs dziennie ( sic! ) i to tylko w soboty.

Zakład Karny Nowa Huta

"Brutta" stojące na niezliczonej ilości torów

Wieża ciśnień w Ruszczy

Kościół w Ruszczy

Na osiedlu Ruszcza są położone mieszkania socjalne, osiedle mimo że położone na terenie Krakowa, może być dość nieciekawe do mieszkania, a wyprawa na zakupy do Galerii Krakowskiej może oznaczać wyprawę na co najmniej pół dnia, ze względu na bardzo trudną dostępność komunikacyjną.
Obecnie na wniosek radnych z tamtejszej dzielnicy ZIKiT, czyli krakowski Zarząd Infrastruktury Komunalnej i Transportu rozpatruje możliwości polepszenia komunikacji w tym rejonie w ramach dostępnej puli pieniędzy, czyli bez zwiększania tzw "wzkm". Sam przygotowywuję jeden z projektów, który oferuje znaczną poprawę jakości obsługi komunikacyjnej, równocześnie nie zwiększając nakładów, ani nie pogarszając oferty dla innych osiedli. Przyszłość pokaże, co z tego wyniknie.
Tym komunikacyjnym akcentem kończę dzisiejszy wpis, a poruszyłem go nie bez powodu, bowiem następny wpis będzie dotyczył bardzo ciekawego i unikalnego obiektu związanego właśnie z transportem publicznym.